niedziela, 21 października 2012

Rozdział 13


~~


     Budzik zaszumiał mi do ucha koło 11 rano, poderwałam się szybciutko na nóżki i udałam się do łazienki. Umyłam zęby oraz twarz. Z kremem na buzi i w papilotach na głowie zaczęłam przygotowywać śniadanie w kuchni. Kanapki same się nie zrobią – pomyślałam, kiedy potwór mieszkający w moim brzuszku zaryczał z głodu – zostawiłam w samotności czajnik z gotującą się wodą i otworzyłam lodówkę. Analizując jej zawartość zdecydowałam się jednak na przetwór mleczny – czułam lekki stres przed balem. Wiec nie chciałam się obżerać, a mój żołądek na nerwy najchętniej przyjmuje nabiał – usiadłam na stołku i wymachując jak dziecko nogami zajadałam sie twarożkiem. Kiedy zagwizdał czajnik, zeskoczyłam ze stołka, sprawnie go uspokoiłam i zalałam wrzątkiem moją ulubioną herbatę lipton – nie wiem czemu, ale bardzo lubię mocną herbatę – Z kubkiem w ręce wróciłam do pokoju i wzięłam się za szykowanie na bal.  Wyciągnęłam koszyczek z lakierami i zabrałam się za dekorowanie swoich paznokci. Po skończeniu wzorku jak na złość dostałam esemesa! Najdelikatniej jak tylko potrafiłam, odblokowałam telefon i odczytałam wiadomość:

Hej i jak przygotowania?’

      Adresatem był Mat, mimowolnie uśmiechnęłam się czytając zwykłe zdanie. Ostrożnie, uważając na paznokcie wstukałam parę literek – Jejku, co ja robie?  Zachowuję się jak jakaś pusta lalka – pomyślałam i zamiast dalej uważać na manikiur, dokończyłam wiadomość i wysłałam. Podmuchałam w ramach przeprosin pomalowane paznokcie i z ulgą odetchnęłam, kiedy żaden nie został uszkodzony. Wymieniłam jeszcze parę esemesów z Matem, dalej nie wierząc, że za parę godzin spotkam się z nim na balu absolwentów. Jednak szybko wróciłam na ziemię, kiedy przypomniało mi się, że nie jestem jego osobą towarzyszącą. Co szczerze mnie denerwowało.  Odłożyłam telefon i zabrałam się za makijaż – nie lubię mieć na twarzy tapety, więc ograniczam się zazwyczaj do minimum, posługując się podkładem, pudrem i tuszem do rzęs. Jednak pozwoliłam wtrącić kreskę eyelineru na powieki- Z godziny na godzinę czułam jak stres dokucza mi coraz bardziej, miałam wyrzuty sumienia, że idę na ten bal. Czułam, że nie powinnam się na nim zjawiać. Niestety było za późno na wycofanie się – idę tam na zastępstwo, z kolegą, a Mat? Idzie z koleżanką, kropka – pomyślałam – Co ma się stać? Nic! Zatańczę, pośmieje się i tyle! Nic strasznego – próbowałam przekonać samą siebie, zaczęłam zdejmować pojedynczo papiloty z głowy. Moje rude włosy zakręciły się w długie spirale, które spięłam na prawą stronę. Wyciągnęłam z pudełka sukienkę od mamy i ostrożnie – nie psując fryzury – wsunęłam na moje ciało. Miała niewielki dekolt i kończyła się przed kolankiem. Różyczki sprawiały wrażenie kruchej niczym spalony papierek. Góra idealnie przylegała do mojej sylwetki. Na szyję zawiesiłam delikatny złoty łańcuszek. Za oknem zadudnił klakson od samochodu mojego partnera. Pociągnęłam usta malinowym błyszczykiem i schowałam go razem z komórką do srebrnej torebeczki, w kształcie serduszka. Zapakowałam szpilki to torby foliowej, ubrałam zimowy płaszcz oraz kozaki. Pożegnałam się z mamą i opuściłam mieszkanie. W odcinku dzielącym mój dom od samochodu, poczułam na twarzy płatki lodowatego puchu – nie lubię zimy oraz śniegu. Wręcz nie znoszę tego okresu, lecz bale absolwentów niestety odbywają się w takim okresie – wsiadłam do środka pojazdu, zamykając za sobą mróz.
- Hej! – powiedział ciepło mnie mój parter – i jak tam samopoczucie?
- Hej Derek! – przywitałam się dając mu buziaka w policzek – trochę się stresuje, ale damy radę – uśmiechnęłam się.
- Chyba niema czym – odwzajemnił uśmiech, ale nie powiedział już nic. Resztę drogi przebyliśmy w milczeniu.


~~


      W końcu podjechaliśmy pod budynek szkolny, gdzie miał się odbyć bal, zorganizowany głównie przez absolwentów. W szatni zostawiłam płaszcz i kozaki, założyłam na stopy beżowe szpilki – nienawidzę chodzić w butach na jakimkolwiek obcasie, zdecydowanie wolę trampki – pomyślałam przeklinając w duchu obcasy. Po drodze na salę spotkałam Mata z tą „koleżanką” – Jej, jaka ona była ładna, nie to, co ja – powtarzałam w myślach. Przechodząc obok niego, spojrzałam mu w oczy, przybrałam minę pewną siebie, starałam się nie przejmować obecnością Jessiki.  Na mój widok w jego oczach pojawiły się iskierki. Posłał mi ten jeden ze swoich nieziemskich uśmiechów. Niestety tylko na to było go stać tego wieczoru. Ominęłam ich dumnie i przedostałam się na stołówkę, która zamieniła się w sale taneczną. Motywem przewodnim była gwieździsta noc. Dekoracje wykonane w srebrze, błękicie, żółci, granacie oraz bieli. Ściany były oklejone materiałem, a do sufitu przyczepione gwiazdy. Na środku zawieszona srebrna kula, odbijająca kolorowe światełka, rozrzucając je po całym pomieszczeniu. Stoły przykryte pod obrusem, a na nim kremowe lilie w wazonach. Sala wydawała się lekka i krucha, jakby miała się zaraz rozsypać, jak najprawdziwsza perełka. Wypełniała ją muzyka oraz kołyszący się w jej rytmach ludzie. Inni zaś zajęli miejsca, a kelnerki wirowały z potrawami pomiędzy stołami. Naprzeciwko mnie siedziała Sue z Davidem, a na drugim kocu stołu Mat z Jessicą. Na moje nieszczęście, widziałam jak mnie olewa i stawia na pierwszym miejscu swoją ‘koleżankę’. Dumałam nad talerzami przy stole, bądź, co bądź zerkając na Mata. Mój parter się upił a ja zostałam w pewnym sensie sama – Super, wiedziałam, że nie powinnam się na to zgadzać, to chyba najgorszy dzień w moim życiu – biłam się z myślami wewnątrz siebie. Na szczęście Sue i David się mną zajęli. Kurcze, poczułam się jak małe dziecko, które ktoś musi niańczyć, aby się nie rozpłakało. Odliczałam minuty do końca nocy. Nie mogłam pojąć zachowania Mata. Nie byłam do tego przyzwyczajona, złość przemawiała przez mój rozum – Dlaczego nie mógł, chociaż na chwilę zostawić swojej partnerki i zatańczyć jeden kawałek ze mną? Czy to tak wiele? – Nie wytrzymałam, poderwałam się z krzesełka  i wyszłam z sali. Weszłam do jednej z otwartych klas, usiadłam na krzesełku okrywając się czyimś płaszczem. Po chwili do sali wszedł Mat z kolegami i z Jessiką – Pięknie, no chyba naprawdę się zaraz rozryczę – pomyślałam. Dziewczyna szybko jednak opuściła miejsce zostawiając Mata z kumplami. – Może teraz coś powie, przeprosi? nie wiem, poprosi do taca? Cokolwiek! – biłam się z myślami jednocześnie starając się nie zwracając na niego uwagi. Nagle poczułam jego wzrok na mnie, uniosłam głowę do góry i zobaczyłam jak się do mnie uśmiecha – no chyba żart. Ja tu umieram ze smutku, a ty się do mnie szczerzysz? – dramatyzowałam coraz bardziej popadając w histerię. Po chwili nie wiedząc, co zrobić, wyszłam z klasy i skryłam się na klatce schodowej, wyjęłam telefon i wystukałam wiadomość do Rose. Łzy same cisnęły się do moich oczu. Posiedziałam w samotności niespełna dziesięć minut, kiedy dostałam esemesa od Sue. Za chwile siedziała obok mnie z Davidem.
- Ej, co jest? – zapytała kładąc mi rękę na kolanie – mówią, że pojechałaś już do domu – dokończyła smutnym głosem.
- Mam dość! Zaraz się zbieram – wybąknęłam.
- To, co zrobił Derek było głupie – kontynuowała.
- Nie o to chodzi – wyszeptałam.
- Mat? – powiedziała cicho. Pokręciłam twierdząco głową i skryłam się w jej ramionach.
- Ej, wszystko będzie dobrze – powiedziała stanowczym głosem – on tak ma – próbowała go usprawiedliwić. Milczałam – Wiesz znasz już go trochę – ciągnęła – jak zaprosi kogoś, choćby nawet nie znosił tej osoby, zrobi wszystko, aby się czuła dobrze. W sumie z jednej strony to na korzyść, bo jak kiedyś gdzieś cię zaprosi to wiesz, że cię nie wystawi, jak Derek – uśmiechnęła się.
- Rozumiem – wybąknęłam naburmuszona – oprócz tego, że jeden taniec mógłby poświęcić mnie – dodałam w złości jak dziecko, które nie dostało nowej zabawki.
- Ze mną, ani z dziewczynami z klasy też nie zatańczył – wypaliła – szkoda, że przez tą jego dziunie udaje, że nas nie zna – dodała smutno. Pokiwałam tylko głową na znak, że rozumiem – mówiłam ci, niedawno się przyznał, że przykro mu z tego powodu, bał się, że nie będzie miał z kim iść na bal, a wcześniej cię nie znał – uśmiechnęłam się niemrawo na tą wieść.
- Znam go od dawna – wtrącił się David – chodziłem z nim wcześniej do szkoły – dodał pewniej – jest naprawdę w porządku.
- Okej, ale wiecie co, nie będę siedziała jak kołek! Przez niego nie będę marnować sobie imprezy! – uśmiechnęłam się – Zatańczę ze wszystkimi, ale z nim nie! – powiedziałam stanowczo przywołując sztuczny uśmiech na moją buzię.
- I dobrze! – przytaknęła mi z uśmiechem Sue – To chodź idziemy tańczyć – wstała i złapała mnie za rękę ciągnąc na salę.

piątek, 19 października 2012

Rozdział 12



~~

       U sióstr zjawiłam się parę minut po dwudziestej, w pokoju siedziało już kilka dziewczyn, które znałam tylko z widzenia. Troszkę lepiej zapoznałam się z przyjaciółką Sue, Viktorią. Do drzwi zapukało kolejne parę osób, a pokój stopniowo się wypełniał. W salonie ustawiono stół z przekąskami. Podeszłam bliżej, aby spróbować parę wynalazków, które przygotowały dziewczyny.
- Cześć!
Usłyszałam przyjazny głos za plecami. Odwróciłam szybko i uśmiechnęłam się.
- No hej!
- Jak się bawisz?
- Jeszcze nic wielkiego się nie dzieje, ale nie narzekam – powiedziałam wesoło zerkając na mojego rozmówce.
- Fakt, nie wiele osób jeszcze jest – stwierdził podchodząc do stolika i zerkając na przysmaki.
- Czyżby nowa koszula?
- Ta, o której ci pisałem i jak podoba ci się? – uśmiechnął się do mnie i sięgnął po chipsa.
- Jest ładna – powiedziałam głupkowato i ugryzłam kawałek ciastka z kremem.
Do salonu weszła Sue z chłopakiem i podeszli do odtwarzacza. Puścili głośną muzykę i zaprosili do tańca. Dziewczyny szybko znalazły się na środku pokoju ruszając się w rytmach. Po chwili paru chłopów z drużyny Mata zaczęło się popisywać i podrywać swoje koleżanki. Ze sztywnej atmosfery zrobiło się całkiem fajnie. Nie przeszkadzało mi to, że stałam przy stole i obżerałam się jak głupia, dopóki obok mnie stał Mat. Przy kolejnej piosence, podszedł bliżej mnie i poprosił do tańca. Zaśmiałam się i razem z nim wepchnęliśmy się przez ludzi i zaczęliśmy wesoło tańczyć.
- Do północy zostało pięć minut! – krzyknęła Sue – zbierajcie szampana, kieliszki i lecimy na dwór!
Wszyscy jak na rozkaz zaczęli podnosić się ze swoich miejscówek i schodzić na dół. Jednak nie miałam ochoty nigdzie iść, byłam wtulona w Mata i siedziałam na kanapie.
- Ej wy! Gołąbeczki! – zagadał do nas jeden z przyjaciół chłopaka – idziecie?
Mat spojrzał najpierw na mnie, potem na niego.
- Dojdziemy – powiedział przyjaźnie łapiąc mnie za rękę.
W pokoju zostaliśmy już sami. Muzyka przycichła, a mi niczego nie brakowało do szczęścia.
- Słyszałem, że idziesz na bal? – zagadnął po chwili ciszy.
Zdziwiona jego wypowiedzią podniosłam głowę znad jego klatki
i spojrzałam mu w oczy.
- Skąd wiesz? – powiedziałam, powoli zastanawiając się nad całą sytuacją. Bal miał się odbyć za tydzień, a później rozpoczynały się ferie, byłam ciekawa czy przez okres wolny, spotkamy się. Przynajmniej w ostatnim tygodniu, bo w pierwszym odwiedzam Nowy Orlean.
- No raczej Derek nie przychodziłby do ciebie na przerwach – stwierdził gładząc mnie po włosach.
- No przynajmniej on przychodzi – zamruczałam pod nosem.
- Co mówiłaś?
- Że tak idę, a co tam? – położyłam znowu swoją głowę na jego klatce.
- Nic, ale nie wiem czy jestem z tego powodu zadowolony – powiedział po chwili.
- Jak chcesz, mogę odmówić.
- Nie, jak Derek chce z tobą iść to jego sprawa, mi nic do tego – zaprotestował – w dodatku ty będziesz z nim, a ja z Jessiką. Nic nie powinno się stać – dodał szybko.
- Tak, każdy będzie w pewnym sensie zajęty – zaśmiałam się.
- Ale obiecaj mi, że choć raz ze mną zatańczysz.
- Okej masz to jak w banku.
- Dobra. To co idziemy do nich?
Uniosłam łepek do góry i spojrzałam na niego ponownie.
- Jestem tak zmęczona, nie chce mi się – uśmiechnęłam się blado.
- W takim razie co, odprowadzić Cię do domu.
Nie miałam ochoty nigdzie iść, wolałam zostać z nim na kanapie tak całą wieczność.
- No dobra – ziewnęłam.
Wstaliśmy i udaliśmy się do korytarza po kurtki. Na dworze goście wrzeszczeli i składali sobie życzenia. Umówiłam się z Matem, aby poczekał na mnie przed furtką. Podeszłam do Sue oraz April. 
- Szczęśliwego nowego roku – powiedziałam całując je w policzek – uciekam już do domu, dzięki za zaproszenie.
- Szczęśliwego Emm, żeby wiesz… to twoje marzenie – mrugnęła do mnie Sue.
- Się spełniło – dokończyła April – nie ma za co, przychodź częściej.
Uśmiechnęłam się i wróciłam do Mata, oboje udaliśmy się pod mój dom. W sumie oba budynki dzieliło parę metrów, ale ten krótki spacer również był przyjemny. Jak nie lubię zimny, cieszyłam się każdym podmuchem wiatru i obecnością Mata. Niechętnie otworzyłam furtkę i weszłam na schody.
- A Ty co, wracasz? – zagadnęłam, aby zatrzymać go jeszcze na chwilę.
- Wracam – powiedział z uśmiechem – ale do domu.
- Dlaczego? – oburzyłam się śpiąco.
- Nie chce tam siedzieć samemu – powiedział nieśmiało.
- Jak to? Masz tam dużo znajomych.
- Oj bez Ciebie to nie to samo – zawstydził się.
- Dzięki, że mnie odprowadziłeś – powiedziałam, aby nie ciągnąć dalej tamtego tematu.
- Nie ma za co – uśmiechnął się i odszedł.
    Sylwester może nie był najbardziej huczniejszy w moim życiu, ale najmilszym owszem – powiedziałam w myślach przekraczając próg domu.

~~

Nowy rok zaczynał się prawie samymi testami, do których średnio się przygotowałam. Częściej myślałam o sobotnim balu niż o nauce. Szczególnie cieszyły mnie postępy w znajomości z Matem. Czasami przyłapywałam się na liczeniu dni do końca tygodnia, albo minut do przerw pomiędzy lekcjami. Zastanawiałam się nade mną i Matem, nie wiedziałam czy kiedy skończy szkołę za cztery miesiące nasza znajomość potrwa dalej czy też nie. Głowiłam się czy jemu również zależy jak mi. Do tego ten bal i ferie.
   Tydzień zleciał dość szybko, w zasadzie nawet go nie pamiętam poprzez nadmierne myśli. Piątkowe lekcje były lekkie, a szczególnie przed feriami. Nauczyciele byli dość mili, aby odpuść nam sprawdziany. Po usłyszeniu ostatniego dzwonka z uśmiechem na ustach opuściłam szkołę razem z April. Sue musiała pozałatwiać jeszcze parę spraw w związku z balem, ponieważ głównym organizatorem imprezy były ostatnie klasy.
- I co, stresujesz się? – zagadnęła mnie moja przyjaciółka, kiedy byłyśmy
 w połowie drogi do domu.
- Trochę – stwierdziłam w zamyśleniu – Wiesz prawie nie będę nikogo znać.
- Będzie fajnie. Zazdroszczę Ci troszkę – przyznała się niepewnie.
- Nie ma czego – zapewniłam ją i przytuliłam.
- To jaką sukienkę w końcu zakładasz?
- Nie mam zielonego pojęcia – zaśmiałam się.
- Ja jestem za ta złotą – wyszczerzyła się maszerując szybko.
- Mówisz o tej beżowej?
- Dla mnie, to i tak będzie złota.
Uśmiechnęłam się.
- Chyba wybiorę jednak tą czarną.
- Jak tam chcesz – stwierdziła smutno.
- Jutro się okaże. A mówiłam ci, że w poniedziałek wyjeżdżam na tydzień ferii do Nowego Orleanu?
- Rany, trąbisz o tym, od kiedy wpadłaś na ten ,,genialny” pomysł.
- Ej, a to już dawno było – zaśmiałam się.
- No na początku kiedy przyjechałaś.
- No przecież wiem – przytuliłam się znowu – dobra to co, widzimy się za jakiś tydzień? – dodałam kiedy dotarłyśmy przed dom.
- Oczywiście, że tak – uśmiechnęła się i pocałowała w policzek na pożegnanie.
Otworzyłam furtkę, przeszłam parę kroków i zniknęłam w drzwiach domu.
W pomieszczeniu ciepło połaskotało mnie w policzki, rozmrażając  z zimna. Zostawiłam rzeczy w kwadracie i powędrowałam do kuchni, aby przygotować ciepłe kakao – jedyne, co lubiłam w zimie to, że zaczął się sezon na ciepłe, słodkie napoje, które tak uwielbiałam – pomyślałam wpatrując się w nagrzany garnek z mlekiem, przecierając co jakiś czas ręce nad parą. Kiedy wystarczająco ogrzałam dłonie, sięgnęłam po kubek i wsypałam parę łyżeczek proszku. Chwilę potem zalałam zawartość kubka gorącym mlekiem. Pomieszałam metalową łyżeczką i wróciłam do kwadratu, aby zabrać plecak po czym udałam się do swojego pokoju. Uruchomiłam laptopa i włączyłam muzykę, chwilę potem położyłam się na łóżku i przytuliłam do poduszki, wsłuchując się w tekst piosenek. Trochę źle się czułam w dodatku nadal nie byłam pewna czy dobrze robię idąc na bal. W końcu udało mi się zasnąć. Jednak sen nie trwał zbyt długo. Chociaż pomógł trochę i byłam już spokojniejsza. Wstałam z łóżka i podeszłam do szafy. Wyjęłam z niej parę eleganckich sukienek. Każdą z wolna przymierzyłam, lecz żadna mi nie pasowała. Usiadłam na środku dywanu i zaczęłam płakać. Usłyszałam, że otwierają się drzwi do mojego pokoju, jednak zakryłam twarz dłońmi chcąc zniknąć i uwolnić się od problemów.
- Emily co jest? – dobiegł mnie miękki głos mojej mamy. Ukucnęła koło mnie i zdjęła moje ręce z twarzy. Byłam rozmazana, spuchnięta i czerwona, w środku czułam się również okropnie jak wyglądałam. Przytuliłam się do niej, brudząc tuszem jej pomarańczowy sweterek.
- Czuję się beznadziejnie głupio i nie mam, w co się ubrać na bal –wychlipałam – w dodatku nie wiem już czy w ogóle powinnam tam iść – wybełkotałam i wybuchnęłam płaczem.
- Skarbie, nie mów tak! – szepnęła mi do ucha – na strój coś poradzimy – wstała na kolana i sięgnęła ręką na łóżko. Wcześniej nie zauważyłam, aby coś tam kładła. Zdjęła z niego prostokątne niebieskie pudełko i podała mi je. Otworzyłam wieczko i zajrzałam do środka. Wypełniał je kremowy materiał. Wyciągnęłam go i przytrzymałam. Rozłożył się i powstała z niego cudowna sukienka. Składała się z dwóch części, przedzielonej morelowym paseczkiem. Góra była gładka i bez ramiączek, natomiast dół zrobiony z wielkich materiałowych róż.
- Jest piękna – powiedziałam przecierając oczy i rozmazując się jeszcze bardziej na buzi. Ucałowałam ją w policzek.

Rozdział 11


~~


     Kolejne dni leciały szybko. Przyzwyczajałam się do tego miasta. Do dziewczyn. Zaczęłam pisać również z Matem. W sumie to na razie nic takiego, niewinne emaile… ale jednak. Niedługo święta Bożego Narodzenia, a u nas w szkole organizowano uroczystą kolację tydzień przed. Każdy chętny miał wpłacić po 15 funtów i przynieść coś słodkiego. April namówiła mnie abym również poszła. Stanęłam przed szafą i analizowałam jej zawartość. Niechętnie chodziłam w sukienkach, lecz nie wypadało, abym założyła spodnie. Wyciągnęłam czekoladową, elegancką sukienkę do kolanka. Dekolt miała w kształcie łódeczki, a pod biustem przepasana paseczkiem kremowego materiału, zakończonym delikatną kokardką. Założyłam jasne rajstopy w ciemne kropki, a na głowę brązową opaskę. Włosy puściłam luźno, a twarz rozświetliłam pudrem. Podkręciłam rzęsy tuszem i byłam gotowa do wyjścia. Na plecy zarzuciłam tylko herbacianą marynarkę. Zbiegłam na dół łapiąc w dłoń torebkę i telefon. W kwadracie założyłam chabrowy płaszcz i rude kozaki. Wychodząc zatrzasnęłam za sobą drzwi, krzycząc do widzenia. Przed bramą spotkałam dziewczyny i razem poszłyśmy do szkoły.
      Stołówka przybrana była w bordowym i zielonym materiale. Stoły zostały przykryte starannie białym obrusem, gdzie niegdzie ułożone stroiki. W rogu sali postawiono wielką zieloną choinkę, od góry do dołu odzianą w kolorowe ozdoby. Światełka migotały wesoło, a zapach świerku królował w całym pomieszczeniu. Dyrektorka z podestu życzyła wszystkim zebranym wesołych świąt  i zaprosiła do uczty. Zajęłyśmy miejsca i zabrałyśmy się za przygotowane wcześniej potrawy.
- Ale sztywno… - skomentowałam.
- Nie narzekaj – powiedziała April.
Spojrzałam na nią ze zdziwioną miną.
- Dobra, mogłoby być troszkę, weselej.
- Troszkę? – zakpiłam – założę się, że w teatrze nie ma aż takich nudów. Przewróciła oczami.
W tłumie wyłapałam Mata i posłałam mu uśmiech. Odwzajemnił go i zwrócił się do Carolay, która właśnie do niego podeszła. Uśmiechała się i trzepotała rzęsami jak jakaś idiotka. Bawiła się swoimi długimi blond włosami nawijając je na palec. Śmiała się i bezczelnie z nim flirtowała. 
- Dlaczego on jej nie spławi – wybąknęłam.
April powędrowała za moim wzrokiem i westchnęła.
- On nie jest taki. Nie powie, że ma sobie iść.
- Wiem – powiedziałam smutno – Ale mógłby – wycedziłam przez zaciśnięte zęby – Muszę coś z tym zrobić.
- To weź od niego numer telefonu – zaproponowała.
- Zgłupiałaś, wyśmieje mnie.
- No co ty – uśmiechnęła się przyjaźnie.
- A jeśli odmówi? – powiedziałam nieśmiało.
- Nie odmówi – zapewniła mnie.
Spojrzałam na nią bezradnie. Wstałam od stołu i poszłam w stronę Mata, kiedy pozbył się Carolay. Czułam, że każdy na mnie patrzy, serce chciało wyskoczyć mi z piersi.
-No cześć – uśmiechnęłam się głupkowato.
- Cześć.
- Wiesz, tak sobie pomyślałam. Bo, ten tego no – zaczęłam lać wodę – Idą święta, a że nie będziemy się widzieć, to chciałam poprosić o twój numer telefonu – wyrecytowałam – Wiesz, tak żeby złożyć życzenia, bez żadnych kontekstów – zapewniłam. Zaśmiał się.
- Naprawdę niezła wymówka – stwierdził.
Spojrzałam na niego nieśmiało.
- Okej, daj mi swój telefon – dodał.
Wyjęłam z torebki swoją starą Nokie i podałam mu ją. Wpisał swój numer, a mi skończyły się pomysły na rozmowę. Podziękowałam  i odeszłam do stolika.
- Jaka żenada – burknęłam siadając obok Apil.
- I co? Nie dostałaś?
- Dostałam.
- To skąd ta mina? – zmartwiła się gryząc kawałek pomarańczy – chcesz?
- Jestem kompletną idiotką – podsumowałam biorąc kawałek owocu.
- Ponieważ? – powiedziała wycierając buzie chusteczką.
Spojrzałam przed siebie i wlepiłam oczy w świeczkę palącą się przed nami.
- Po prostu głupia, gadam bez sensu. Porażka – wyklepałam.
- Ej, spójrz na mnie. Nie jest tak.
- Nie jest jak? – wtrąciła się bezczelnie Sue siadając April na kolanach
i łapiąc kiwi z talerzyka.
- Emm jak zwykle ma przypływ nadmiernych myśli w stylu ‘jaka ze mnie beznadziejna panna i stuknięta idiotka’.
Spojrzałam smutno na dziewczyny.
- Bo taka jest prawda – powiedziałam unosząc lekko głos – jestem głupia, brzydka, beznadziejna – April zaczęła mnie papugować, a Sue wybuchła śmiechem – wielkie dzięki, pomagacie mi.
- Nie ma sprawy – zaświergotała April.
- A tak w ogóle to, o co chodzi? – zapytała Sue drążąc w kiwi łyżeczką.
April spojrzała na nią znacząco, westchnęła i przekręciła oczami.
- Co znowu jest nie tak z nim?
- Z nim, wszystko jak w najlepszym porządku – wyszczerzyłam się.
- Tylko? – ciągnęła Sue.
- Wzięła od niego numer telefonu – wtrąciła April.
- I co w tym takiego? – brnęła w swoje Sue.
- No, bo kurcze, wiem jaki on jest… znaczy charakter, ogólnie to podoba mi się całokształt, tylko że…
- Że? – obie wlepiły, we mnie oczy i wyczekiwały na dalszy ciąg wypowiedzi.
- Tylko, że nie mogę w to uwierzyć, że ja również mogę mu się podobać – wyklepałam – nie trafia to do mnie.
- Wbić Ci to młotkiem? – skomentowała żartobliwe Sue. Wszystkie wybuchnęłyśmy głośnym śmiechem. Naprawdę lubiłam te dziewczyny, potrafiły mnie rozśmieszyć w każdej sytuacji nawet wtedy, kiedy nie miałam na to najmniejszej ochoty. Nieoczekiwanie podszedł do nas Derek, chłopak z ostatniej klasy.
-Cześć – zagadnął wesoło, spojrzał na mnie z wielkim uśmiechem.
- Hej Derek, co u ciebie słychać – spytałam nie wiedząc jak się zachować.
- Właśnie Emm nie mówiłam ci – wtrąciła Sue, wciąż dłubiąc łyżeczką
 w kiwi.
Spojrzałam na nią wyczekująco.
- Gadałam niedawno właśnie z Derekiem i miałam wprowadzić cię
w temat – ględziła.
- Na temat?
- Pewnie wiesz, że moja partnerka się rozchorowała? - powiedział niepewnie Derek - i ustaliliśmy ze fajnie by było gdybyś poszła ze mną na zastępstwo.
Sue wyszczerzyła się, dokładnie wiedziałam, że to jej sprawka. Spojrzała na mnie znacząco.
- No dobra, mogę iść – powiedziałam obojętnie biorąc szklankę z sokiem.
- To super, daj mi numer żebyśmy mogli się skontaktować.
Wyciągnęłam telefon i podałam koledze, kontem oka wyłapałam Mata patrzącego w naszą stronę.
- Dzięki – uśmiechnął się i odszedł.
Spojrzałam wyczekująco na Sue, która udawała, że jest bardzo zajęta rozmową z Apri. Odchrząknęłam. Spojrzały się na mnie niewinnie.
- Dobra. Gadać, po co to?
- Ale co? – Sue zaśmiała się – bal jest tydzień po sylwestrze, a sylwestra spędzasz u nas – wyszczerzyła się – będzie parę dziewczyn i chłopaków z mojej klasy, to małe – spojrzała na siostrę, która naburmuszyła się – i Mat. Więc nawet nie przyjmuje do wiadomości, że nie przyjdziesz – wyklepała w szerokim uśmiechu.
- Cholera no! – Wiedziałam, że nie mam, co protestować, więc tylko spojrzałam na nie z udawaną złością. Siostry uśmiechnęły się złośliwie i posłały mi dwa buziaki.


~~


    Święta minęły bardzo szybko. Zresztą, co roku wydawało mi się jakby trwały o jeden dzień krócej. Nim się obejrzałam szykowałam się już na imprezę u sióstr. Od samego rana siedziałam w szafie i szukałam ciuchów. Wzięłam komórkę i wykręciłam numer do Rose.
- Cześć kochanie – rzuciłam – jak tam przygotowania do sylwestra?
- Hej – wykrzyczała radośnie – Idziemy do klubu z Alice i Monic, chłopaki nas zaprosili.
- Ci z meczu?
- Tak, pytali o ciebie i zmartwili się, kiedy powiedziałyśmy, że spędzasz sylwestra w Londynie. A no właśnie, jakie ty masz plany?
- Siostry mnie zaprosiły jakiś tydzień temu – klepnęłam obojętnie.
- O fajnie – powiedziała radośnie.
- Powiedzmy, że tak, gdyby nie fakt, że nie mam się w co UBRAĆ – zaśmiałam się nerwowo.
- Kobieto, masz całą szafę ciuchów – już widziałam jak łapię się za głowę.
- Ale i tak nie ma tam NIC – wycedziłam.
- Kochana, bierzesz szarą bluzeczkę, tą ze szkolnej imprezy, którą miałaś
w lutym rok temu – powiedziała przyjaźnie.
- Yhym – sięgnęłam do sterty ubrań wyciągając omawianą bluzkę.
- Do tego te twoje czerwone spodnie – ciągnęła – moment a to ma być domówka, kameralne przyjęcie czy jak? Kto tam ma być? – spoważniała trochę.
- No dziewczyny, ja, Mat – powiedziałam obojętnie.
- MAT?! – wykrzyczała do słuchawki – To zmieniaj. Pamiętasz tą kremową zwiewną tunikę, którą miałaś na osiemnastce Samathy?
- Pamiętam. Ale nie wiem gdzie jest – powiedziałam w zamyśleniu.
- To grzeb – rozkazała z rozbawieniem – czarne legginsy  i szpilki. Będzie sexy – zaśmiała się.
- Spadaj głupku – powiedziałam i zaczęłam przegrzebywać stertę ubrań – szukam – oświadczyłam.
- Ta ty nie chodzisz w szpilkach przecież – ciągnęła.
- Mam! – olałam jej komentarz o butach.
- No i idziesz kochanie – cmoknęła do słuchawki.
Zmrużyłam oczy.
- Głupia, głupia, głupia – skomentowałam.
- Też cię kocham. Szczęśliwego Nowego Roku i żeby ci się to marzenie spełniło.
- Oby – uśmiechnęłam się – Szczęśliwego Nowego Roku, udanej imprezy. Pozdrów chłopaków – powiedziałam jednym tchem i zamknęłam telefon. 
 Za radą przyjaciółki odstawiłam ciuchy na bok, a resztę wrzuciłam
z powrotem do szafy – a Włosy? Pokręcić? Przypalić prostownicą? –zadawałam sobie pytania.
- Zostaw takie jak są.
Odwróciłam się i ujrzałam mamę.
- O, hej – uśmiechnęłam się – myślisz?
- Tak – powiedziała siadając na łóżku – Jak Ty już wyrosłaś – westchnęła.
- Starzeje się – rzuciłam całując ją w policzek.
Zaśmiała się.
- Na którą masz imprezę?
- Dwudziesta – powiedziałam zakładając tunikę – a wy idziecie gdzieś?
- Mamy zaproszenie od znajomych z pracy, ale nie wiem czy pójdziemy.
- Może być ? – spytałam pokazując na strój.
- Co zakładasz na wierzch?
Wyciągnęłam z szafy chabrową marynarkę, zarzuciłam na plecy
i podleciałam do szkatułki z biżuterią.
- No teraz jest okej.
- Idźcie i tak siedzisz w domu całymi dniami – powiedziałam wyciągając dwa długie brązowe wisiorki – Kiedy ostatnio byłaś gdzieś?
- Masz rację, trochę luzu mi się przyda – uśmiechnęła się.
- Ten czy ten? – powiedziałam wskazując na sowę i gołąbka.
- Sowa – stwierdziła stanowczym głosem – chodź tu do mnie.
Podeszłam i wtuliłam się jak za dawnych dobrych czasów. Pocałowałam ją w policzek.
- Jeszcze jednego, bo Cię nie puszczę.
- Mamo… przestań. Mam szesnaście lat.
- Co, wstydzisz się mnie?
- Nie, ale nie lubię – wywiesiłam jęzor na wierzch i wywinęłam się z jej uścisku.